X
Następny artykuł dla Ciebie
Wyświetl >>

Samsung kopiował rozwiązania Apple?

James Allworth  · 3 min

Samsung kopiował rozwiązania Apple?

W sieci wrzało od doniesień z procesu Apple kontra Samsung. Kiedy sąd próbował ustalić, czy Samsung faktycznie kopiował rozwiązania Apple'a, powstała jedyna w swoim rodzaju okazja, by zajrzeć za kulisy i zobaczyć, jak faktycznie działają obie firmy. Przy okazji pojawiło się jeszcze jedno pytanie, które moim zdaniem jest o wiele ciekawsze z punktu widzenia przyszłości innowacji w branży technologicznej: czy, niezależnie od decyzji sądu, nie byłoby wszystkim lepiej, gdyby firmy mogły - a nawet były zachęcane, by - kopiować swoje rozwiązania?

Pytanie to jest szczególnie aktualne w kontekście tego procesu, gdyż to już nie pierwszy raz, kiedy Apple oskarża inną firmę o „kopiowanie” a stawką są naprawdę duże pieniądze. Jeżeli cofniemy się do połowy lat 90. ubiegłego wieku, Apple wytoczył Microsoftowi znaną sprawę „look and feel” - „przekonajcie się sami”. Uzasadnienie Apple'a w tamtej sprawie do złudzenia przypominało tę dzisiejszą argumentację - stworzyliśmy jako pierwsi graficzny interface; Microsoft skopiował nasze rozwiązania; jeżeli nasi konkurenci będą to robić, nie będziemy w stanie wprowadzać kolejnych innowacji. Ostatecznie Apple przegrała tę sprawę.

Najciekawsze jest jednak to, co stało się później.

Kopia kluczem do innowacji?

Firma Apple wcale nie stała się mniej innowacyjna. Wręcz przeciwnie - najpierw wprowadzili iMaca. Następnie system operacyjny OS X. Potem przyszedł czas iPoda, iPhone'a, a niedawno pojawiły się iPady. Biorąc pod uwagę główny powód, dla którego Apple wnosił sprawy do sądu - chęć oczyszczenia sobie przedpola dla wprowadzania innowacji - trudno nie zadać pytania: jeżeli kopiowanie jest hamulcem innowacyjności, dlaczego Apple nie ugrzązł się na tej drodze, kiedy kopiowano jego rozwiązania ostatnim razem?

Fakt, że ktoś ich kopiował ani nie zatrzymał, ani nie spowolnił ich zdolności do innowacji. Jeżeli już, to co najwyżej zwiększył ich tempo. Apple nie mógł osiąść na laurach; aby odzyskać rentowność i wywalczyć sobie dzisiejszą pozycję w branży technologicznej, musieli być maksymalnie innowacyjni.

Warto się jednak nad tym problemem głębiej pochylić w dyskusji nad ochroną własności intelektualnej. Do tego samego wzywają Kal Raustiala i Chris Sprinman w książce „The Knockoff Economy: How Imitation Sparks Innovation”, której fragment opublikowano w zeszłotygodniowym „Wall Street Journal”. Obserwując różne branże, nasuwa się wniosek, że bez ochrony przed kopiowaniem innowacyjność zginie. Raustiala i Springman wykazali jednak, że - cokolwiek wbrew logice - kopiowanie zamiast sypać piach w tryby innowacyjności, raczej je smaruje, co pokazuje wiele przykładów, w których różnym branżom udało się rozkwitnąć dopiero dzięki naśladowaniu innych.

Są zdania, że „wielkie innowacje często powstają na gruncie technologii zastanych - a to wymaga wolności kopiowania”. W zasadzie tak samo było z Apple - przeczytajcie treść emaila od Eddy'ego Cue, jednego z dyrektorów Apple'a, w którym zabiega o zmiany w produkcji tabletów. O konieczności usprawnień przekonała go możliwość wypróbowania produktu, który niedawno wypuścił na rynek Samsung.

Niektórzy mogą powiedzieć, że to kopiowanie. Z mojego punktu widzenia jest to jednak doskonale funkcjonujący konkurencyjny rynek.

Kiedy kopiowanie się opłaca?

Posłużyłem się przykładem Apple'a, gdyż jest namacalnym dowodem na to, że niekorzystne dla firmy wyroki w sprawach o naruszenie ich praw patentowych na przestrzeni lat wcale nie poskromiły ich potencjału innowacyjności. Żeby oddać im sprawiedliwość, trzeba powiedzieć, że Apple również musiał znieść niejedno na swojej drodze ku innowacyjności, kiedy jeszcze nie grał pierwszych skrzypiec na rynku i nie dysponował pakietem niezbędnych patentów - z najnowszych przykładów można przytoczyć historię procesu, jaki im wytoczyła Nokia w związku z wprowadzeniem iPhona.

Wygląda na to, że spółki, kiedy nie mogą nadążyć za wymaganiami rynku, często odwołują się do sądów patentowych, które obsługują dziurawy system.

Jeżeli Apple ostatecznie wygra proces z Samsungiem - albo powstrzyma Samsunga przed wypuszczaniem na rynek jego telefonów i tabletów, albo zażąda od nich wysokiej opłaty licencyjnej - to czy ktoś tak naprawdę wierzy w to, że rynek stanie się automatycznie bardziej innowacyjny albo że urządzenia przenośne będą tańsze? Tak samo, jeżeli wygra Samsung, czy wierzycie w to, że Apple nagle spowolni swoje zaawansowane prace nad iPhonem i iPadem? Nic podobnego się nie wydarzyło ostatnim razem, kiedy przegrali jedną z tego typu spraw.

Jeżeli podążacie jeszcze za tokiem mojego rozumowania, nie poczytacie mi za przesadę stwierdzenia, że tak naprawdę działalnością z gruntu szkodliwą jest obrzucanie się w sądzie oskarżeniami i dochodzenie „kto tu kogo skopiował”. Wszystkie te sprawy, o których słyszymy, są jedynie dowodem, że i tak już wszyscy wszystkich kopiują. Czy istnieje jakieś lepsze rozwiązanie?

Firmy te powinny skoncentrować się na podnoszeniu konkurencyjności na rynku - tam werdykt w sprawie innowacyjności podyktują konsumenci a nie sędziowie. W takim świecie najlepszą obroną przed kopiowaniem nie są pozwy sądowe, lecz takie tempo innowacji, które zdławi konkurencję. Jak dla mnie taka sytuacja byłaby idealna, nie tylko dla konsumentów, ale również dla prawdziwych innowatorów.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Co jet kluczem do sukcesu Samsunga? »

Paradoks sukcesu Samsunga 

Dwadzieścia lat temu mało kto przewidywał, że Samsung zostanie światowym liderem w dziedzinie badań i rozwoju, marketingu oraz designu. Jeszcze mniej osób oczekiwałoby sukcesu w obliczu objętej przez firmę drogi: nałożenia zachodnich praktyk biznesowych na zasadniczo japoński model.

Powiązane artykuły


Bądź na bieżąco

Odblokuj wszystko!

Trzy tytuły – trzy perspektywy HBRP.pl, ICAN.pl, MITSMR.pl
31 szkoleń z certyfikatem online ICAN Business Advisor
Webinaria kryzysowe Wideo i LIVE

Najpopularniejsze tematy