X
Zdobądź pewne komepetencje w niepewnych czasach
30 szkoleń tematycznych online.
Nawet 5 szkoleń w cenie 1!
87,6% zadowolonych klientów
Kup >>
300 od 59

Negocjacje w sprawie Brexitu zmuszą firmy do opracowania planów awaryjnych

Pankaj Ghemawat  · 4 min

Negocjacje w sprawie Brexitu zmuszą firmy do opracowania planów awaryjnych

Wszystkie firmy, które znajdują się polu rażenia Brexitu, a które nie opracowały jeszcze planów awaryjnych, jak radzić sobie z jego konsekwencjami – również tymi naprawdę złymi – wydają się równie zapóźnione w swoich reakcjach, jak obecny rząd brytyjski.

Po zaskakujących wyborach parlamentarnych podejście Wielkiej Brytanii do negocjacji brexitowych otacza niepewność. Zdaniem niektórych, gdyby konserwatyści zdobyli przewidywaną wcześniej superwiększość, brytyjska premier Theresa May mogłaby skłonić się ku łagodniejszym opcjom niż „twardy Brexit”, ponieważ nie musiałaby się martwić o zatrzymanie przy sobie ekstremalnej antyeuropejskiej frakcji w swojej partii. Z kolei wydaje się, że twardy Brexit nie spotyka się z szerokim poparciem parlamentarzystów.

Co – poza dorzuceniem własnych prognoz rozwoju wypadków – możemy powiedzieć w tej sytuacji na temat wniosków, jakie wyciągnęliśmy z ostatnich wyborów w Wielkiej Brytanii oraz działań przygotowawczych, które powinny wdrożyć firmy?

Szukasz inspiracji? Poznaj najlepsze książki biznesowe »

Na strategię rynkową wpływają nowe siły społeczno‑polityczne

Po pierwsze, na co zwrócił moją uwagę Martin Reeves z Boston Consulting Group: „w wielu przypadkach firmy odczuwają znacznie większy wpływ czynników politycznych i makroekonomicznych niż konkurencyjnych”. Cytowane przez niego czynniki związane z Brexitem obejmują wahania kursów walut, zmiany cen akcji będące efektem deklarowanej polityki oraz koszty przestawienia planów inwestycyjnych wynikających z przewidywanych zmian polityki handlowej. Z bardziej ogólnej perspektywy można również dodać do tej listy rozwój organizacji pozarządowych, rozprzestrzenianie się mediów społecznościowych ułatwiające zmiany w sferze społecznej oraz rosnące nastroje antyglobalizacyjne.

Strategia pozarynkowa – to, jak firmy zarządzają relacjami z rządami, organizacjami pozarządowymi mediami oraz ogólnie ze społeczeństwem – odgrywała tradycyjnie drugorzędną rolę w porównaniu ze strategią rynkową, a typową praktyką było wyznaczanie najpierw strategii rynkowej, a następnie określanie, które siły społeczno‑polityczne (i podobne) należy wykorzystać, których należy unikać, a którym należy się przeciwstawić, aby strategia ta mogła zadziałać. To musi ulec zmianie, przynajmniej na razie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kto ucierpi na Brexicie? »

Które firmy i branże najbardziej ucierpią na Brexicie? 

Pankaj Ghemawat

Biorąc pod uwagę odrębne tory, którymi poruszają się Zjednoczone Królestwo i UE – istnieje wystarczająco dużo powodów, aby zastanowić się nad wprowadzeniem zmian do własnej strategii.

Rozpoznanie prawidłowości w ogólnej niepewności

Po drugie utrzymujący się wysoki poziom niepewności osłabia wartość tradycyjnych zaleceń, jak firmy powinny reagować w takich sytuacjach. Zwykle zakłada się, że niepewność spowodowana wydarzeniami politycznymi lub gospodarczymi osłabnie wraz z upływem czasu – chodzi tylko o to, aby ją przeczekać. Ale do ciągłych zmian politycznych nie można podchodzić w ten sposób.

Mój artykuł, zatytułowany Globalizacja w erze Trumpa, który ma się ukazać w jednym z najbliższych wydań HBR, wyjaśnia, że jednym ze sposobów działania w takich sytuacjach jest szukanie prawidłowości, które się utrzymują, a następnie opieranie się na nich podczas tworzenia strategii. Zauważył to kiedyś Jeff Bezos, prezes Amazon:

Kiedy rozmawiam z ludźmi spoza firmy, zwykle pojawia się jedno pytanie: „co się zmieni w ciągu następnych pięciu do dziesięciu lat?”. Ale bardzo rzadko pyta się mnie „co się nie zmieni w ciągu następnych pięciu do dziesięciu lat?”. W Amazon zawsze staramy się to zrozumieć, bo można z tych kwestii uczynić prawdziwe koła zamachowe rozwoju.

Bez względu na to, czy zgadzamy się z tym podejściem, czy nie, jasne jest, że koniecznością pozostaje znalezienie nowych metod.

Zrozumienie prawa dystansu

Po trzecie spośród prawidłowości, na których koncentruję się w mojej pracy, najbardziej przydatną w myśleniu długoterminowym jest prawo dystansu: to schemat, który można wyraźnie zaobserwować w różnych krajach, branżach, czasach, kiedy interakcje międzynarodowe osłabia dystans w wymiarach kulturowym, administracyjnym, geograficznym, a często gospodarczym. Wniosek płynie z tego taki, że bez względu na to, co wydarzy się między Wielką Brytanią a UE do marca 2019, czyli do terminu przeprowadzenia Brexitu w tę lub inną stronę, Unia i Zjednoczone Królestwo będą naturalnymi partnerami handlowymi.

Jak już pisałem, nie ma na przykład możliwości, aby Brytyjska Wspólnota Narodów (składająca się głównie z byłych kolonii tego kraju) zbliżyła się do UE pod względem potencjału rynkowego z punktu widzenia firm brytyjskich. Na dłuższą metę spodziewam się uzyskania przez Wielką Brytanię pewnego rodzaju specjalnego dostępu do rynku unijnego, a nie przywrócenia zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO), które nie dawałyby Brytyjczykom żadnych przywilejów na rynkach UE w porównaniu z innymi członkami WTO.

Kolejny przykład, który płynie z perspektywy amerykańskiej – nawet jeśli Stany Zjednoczone wezmą na celownik handel z Meksykiem i Kanadą (czego zgodnie z zapowiedzią prezydenta Trumpa należy oczekiwać w sierpniu), obydwa te kraje pozostaną zapewne wśród największych partnerów handlowych USA i będą w ogromnym stopniu uzależnione od amerykańskiego rynku, bez względu na to, jakie będą losy układu NAFTA. Weźmy pod uwagę to, że ponad 100 lat temu Stany Zjednoczone odpowiadały już za 55–60% importu Meksyku i 65–75% eksportu tego kraju, a firmy amerykańskie w owym czasie inwestowały w Meksyku więcej niż w jakimkolwiek innym kraju – pomimo nacjonalizmu gospodarczego po meksykańskiej stronie granicy.

Czekanie i przyglądanie się to za mało

Po czwarte wydaje się, że czekanie na jakieś przywrócenie bliskich więzi handlowych pomiędzy Wielką Brytanią a UE może trwać długo z perspektywy firm, na które w dużej mierze wpływa Brexit. W moich wcześniejszych artykułach w HBR na ten temat zastanawiałem się, czy nie jest za wcześnie na podejmowanie działań przez te firmy. Wydawało mi się trudne do wyobrażenia, aby taka światowa wspólnota, jaką jest Zjednoczone Królestwo, mająca tak bardzo szanowaną służbę cywilną, nie potrafiłaby odpowiednio się przygotować do podjęcia negocjacji o decydującym znaczeniu dla własnej przyszłości gospodarczej. Ale biorąc pod uwagę chaotyczny do tej pory charakter Brexitu, nie jestem już pewien, czy wynegocjowany układ umożliwi dużym sektorom brytyjskiej gospodarki, takim jak branża motoryzacyjna czy finansowa, uniknięcie odcięcia od kontynentu. Innymi słowy, choć nie wiemy jeszcze, co się stanie, dotychczasowy proces nie daje nam poczucia pewności.

W rezultacie wiele firm w sektorach, które wydają się najbardziej dotknięte zmianą, zaczyna podejmować działania. Do początku maja ponad jedna czwarta spośród 222 brytyjskich firm usług finansowych, monitorowanych przez EY Brexit Tracker, ogłosiła, że wyprowadzi część swojej działalności poza Wielką Brytanię lub rozważa przeniesienie siedziby w rezultacie Brexitu – co stanowi znaczący wzrost w porównaniu ze styczniem. Bank of England zwrócił się do prezesów i menedżerów oddziałów wszystkich firm prowadzących działalność transgraniczną pomiędzy Wielką Brytanią a resztą UE, prosząc o przedstawienie planów awaryjnych.

Główni producenci samochodów siedzą na razie cicho, częściowo ze względu na to, że ekonomia skali w branży motoryzacyjnej będzie wymagać trudnych decyzji w jednym lub drugim kierunku – zamiast zmian przyrostowych. Mary Barra, prezes GM, określiła Brexit jako jeden z powodów, dla których koncern musiał sprzedać PSA słabiej radzące sobie firmy europejskie (Vauxhall i Opla). Istnieją obawy, że producenci tacy jak Honda, Nissan oraz Toyota mogą przenieść nową produkcję do zakładów poza Wielką Brytanią. Weźmy kolejny przykład – Ryanair z siedzibą w Dublinie, który lata z Wielkiej Brytanii na mocy unijnego porozumienia o „otwartym niebie”, ostrzegł, że może zawiesić loty brytyjskie na okres „tygodni lub miesięcy”, jeśli nie dojdzie do wcześniejszego porozumienia w sprawach rynku lotniczego, ponieważ linie te planują swoje połączenia z rocznym wyprzedzeniem.

Aby osiągnąć sukces w niepewnym środowisku, firmy muszą szukać nowych sposobów zakotwiczenia. Wydaje się, że trwanie przy dotychczasowych metodach działania przestało być opcją na jakimkolwiek kontynencie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak będzie wyglądała Europa po Brexicie? »

Dziękujemy, że jesteś z nami! Cieszymy się, że interesują cię treści dostarczane przez „Harvard Business Review Polska”. Każdego dnia dajemy ci sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Nie chcesz przegapić żadnej praktycznej wskazówki? Zapisz się na nasz newsletter! Sprawdź hbrp.pl/newsletter.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Cieszymy się, że jako zalogowany użytkownik sięgasz po praktyczne treści dostarczane przez „Harvard Business Review Polska”. Każdego dnia staramy się wyposażać cię w sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Zostań prenumeratorem HBRP i ciesz się wiedzą bez ograniczeń. Sprawdź na hbrp.pl/prenumerata.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Jako prenumerator „Harvard Business Review Polska” wiesz, że każdego dnia wyposażamy cię w sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Nie chcesz przegapić żadnej praktycznej wskazówki? Zapisz się na nasz newsletter! Więcej na hbrp.pl/newsletter.

Powiązane artykuły


Bądź na bieżąco


Najpopularniejsze tematy