X
Następny artykuł dla Ciebie
Wyświetl >>

Jeśli chcesz otrzymywać wynagrodzenie, na jakie zasługujesz, poznaj swoje destabilizujące umiejętności

Whitney Johnson  · 3 min

Nie płacą mi tyle, na ile zasługuję”.

Któż przynajmniej raz tego nie powiedział?

Ja z pewnością tak.

Jeśli jednak odwołalibyśmy się do założeń klasycznej ekonomii - która mówi, że cena, jaką płaci się za jakąkolwiek usługę to cena, przy której dostarczona ilość równa jest ilości, na jaką jest zapotrzebowanie - to czyż nie płaci się nam dokładnie tyle, na ile zasługujemy? A jeśli nadal mamy przekonanie, że sprzedajemy się zbyt tanio, względem naszej wartości wewnętrznej, to czy jesteśmy w stanie skłonić rynek, żeby zmienił zdanie?

Rozmawialiśmy ostatnio z kolegą na temat naszych mocnych stron. Powiedział mi, że jedną z moich mocnych stron jest zdolność „łączenia kropek” między ludźmi i ideami, nawet wtedy, gdy inni nie widzą między nimi potencjalnych powiązań. Psycholog rozwojowy Howard Gardner nazwałby to inteligencją szperacza, czyli taką inteligencją, dzięki której człowiekowi łatwo jest dostrzec połączenia między różnymi obszarami i znaleźć szanse na „zapylenie krzyżowe”. Później, ku mojemu zaskoczeniu, mój kolega zaczął się głośno zastanawiać i powiedział: „Nie rozumiem, dlaczego nie cenisz czegoś, co ewidentnie jest twoją mocną stroną”.

Odpowiedziałam, że owszem, cenię swoją zdolność myślenia poza utartymi schematami, jednak prawdą jest, że bardziej cenię sobie swoją umiejętność zbudowania modelu finansowego, ponieważ jej zdobycie wymagało ode mnie dużo pracy.

Tendencja do umniejszania znaczenia naszych mocnych stron nie powinna nikogo dziwić. Jeśli naprawdę przyłożyliśmy się do osiągnięcia kompetencji w jakiejś dziedzinie, to mamy prawo być z tego dumni. Często jednak nie dostrzegamy swoich największych zdolności - naszych wrodzonych talentów - po prostu dlatego, że wykorzystujemy je, nawet się nad tym nie zastanawiając. Jak to ujął Malcolm Forbes, wydawca i publicysta, „Ludzie zbyt często przykładają za dużą wagę do tego, kim nie są, a za mało cenią sobie to, kim są”.

Jeśli chcemy zniwelować tę przepaść między tym, ile nam płacą, a tym, na ile zasługujemy, musimy się czegoś nauczyć na przykładzie giełdy. Z mojego doświadczenia wynika, że akcje, które sprzedawane są po rozsądnej cenie, a nawet cenie wyższej, niż ich odpowiedniki, wystawione przez inne firmy, to te, które wiedzą, jakiego rodzaju akcjami są i dzięki temu zarabiają na siebie, niezależnie od tego, czy są to „innowacje destabilizujące - akcje wzrostowe”, „innowacje podtrzymujące - najlepsze w swoim rodzaju”, czy też „zdestabilizowane - ale przynoszące dywidendy”.

Nie powinno nas dziwić, że akcje, które wiodą prym na giełdzie, dzięki unikalnym, czy destabilizującym zdolnościom, jakie reprezentują, przynoszą najwyższy bezwzględny zysk. Rynek tradycyjnie nagradza akcje z grupy „innowacje destabilizujące - akcje wzrostowe” zyskami w proporcji 30 do 1 albo wyższymi. Clayton M. Christensen pisał w swojej książce, The Innovator's Dilemma, że rynek płaci najwięcej za innowacje destabilizujące, ponieważ firmy, które decydują się na wdrożenie takich innowacji, znacznie lepiej rokują - ich szanse na sukces są sześć razy większe, a szanse na zyski nawet 20 razy większe, niż w przypadku innych firm.

Przekładając to na nasze kariery, kiedy oferujemy rynkowi zbiór destabilizujących zdolności, koncentrując się na naszych indywidualnych wewnętrznych talentach, zamiast na umiejętnościach skopiowanych od innych, mamy większe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu i zwiększenia swoich zarobków. Weźmy na przykład pod uwagę wyniki dwóch kandydatów na prezydentów: z jednej strony Mitt Romney, który podkreślał swoje poglądy polityczne, zamiast biegłości w biznesie; z drugiej strony, Bill Clinton, który rozumiał, że chociaż jako stypendysta Rhodes'a musiał być bardzo mądry, to jego prawdziwą zdolnością była inteligencja interpersonalna. W moim przypadku, mogę nie zarabiać bajońskich sum, jeśli w pracy codziennie oddalam się od siebie, konstruując modele finansowe: buduję te modele dobrze, ale nie wybitnie. Jeśli jednak na pierwszym miejscu postawię mój unikalny zbiór zdolności, oparty na inteligencji szperacza, po czym dodam „potrafi budować modele/wartość firmy”, to ten rachunek będzie wyglądał zupełnie inaczej.

Wszyscy chcemy, żeby nam płacono tyle, na ile we własnym przekonaniu zasługujemy, a w rzeczywistości możemy zasługiwać na więcej, niż sami aktualnie szacujemy. Sztuka polega na tym, żeby na pierwszym miejscu stawiać swoje unikalne czy destabilizujące zdolności, uzupełniając je o te, które sobie w pocie czoła wypracowaliśmy, traktując je jako cenny dodatek. Kiedy dokładnie wiesz, jaka jest twoja propozycja wartości, zamiast nieustannie zbyt tanio się sprzedawać, będziesz mógł zażądać wyższej ceny, na którą zasługujesz.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Cieszymy się, że interesują cię treści dostarczane przez „Harvard Business Review Polska”. Każdego dnia dajemy ci sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Nie chcesz przegapić żadnej praktycznej wskazówki? Zapisz się na nasz newsletter! Sprawdź hbrp.pl/newsletter.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Cieszymy się, że jako zalogowany użytkownik sięgasz po praktyczne treści dostarczane przez „Harvard Business Review Polska”. Każdego dnia staramy się wyposażać cię w sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Zostań prenumeratorem HBRP i ciesz się wiedzą bez ograniczeń. Sprawdź na hbrp.pl/prenumerata.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Jako prenumerator „Harvard Business Review Polska” wiesz, że każdego dnia wyposażamy cię w sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Nie chcesz przegapić żadnej praktycznej wskazówki? Zapisz się na nasz newsletter! Więcej na hbrp.pl/newsletter.

Powiązane artykuły


Bądź na bieżąco


Najpopularniejsze tematy