X
Następny artykuł dla ciebie

Cztery eksperymenty, dzięki którym zerwałam z nałogowym korzystaniem z mediów społecznościowych

Sarah K. Peck

Media społecznościowe mają wiele zalet: zapewniają nam kontakt z ludźmi, przybliżają interesujące pomysły innych, ułatwiają dzielenie się pracą i otwierają nas na różnorodność kulturową i światopoglądową. Jeśli jednak nie będziemy świadomie podchodzić do powodów oraz sposobu korzystania z nich, mogą okazać się najbardziej uzależniającym złodziejem czasu.

W ciągu ostatnich dwóch lat przeprowadziłam cztery różne eksperymenty, pragnąc monitorować swoje zachowania. Zastosowałam w nich narzędzia śledzące i blokujące, aby lepiej zrozumieć, jak korzystanie z mediów społecznościowych wpływa na moją wydajność. Chciałam zobaczyć, czy zakłócając wzorzec codziennych zachowań, jestem w stanie zmienić swoje „ustawienia domyślne” i uzyskać więcej czasu na intensywną, skoncentrowaną pracę.

Ostatecznie te cztery eksperymenty otworzyły mi oczy na relacje z platformami społecznościowymi i nauczyły mnie skutecznych strategii maksymalizacji korzyści, jakie się z nimi wiążą, oraz ograniczenia ich wad.

Pierwszym krokiem było zebranie danych. Zanim przystąpiłam do eksperymentów, monitorowałam swoje codzienne zachowania, aby lepiej zrozumieć, na co poświęcam czas i energię. To z kolei pokazało mi, co mogę zmienić, aby zacząć pracować w bardziej satysfakcjonujący sposób. W monitorowaniu sposobu korzystania z komputera pomógł mi serwis RescueTime, natomiast aplikacja Moment śledziła moje zachowania w telefonie.

Odkrywaj jeszcze więcej i częściej. Kupując prenumeratę, gwarantujesz sobie dostęp do solidnej dawki harvardzkiej wiedzy. Miej pewność, że nic cię nie ominie.

Z prenumeratą możesz więcej!

Eksperyment 1. Całkowite wycofanie się ze wszystkich serwisów społecznościowych na 30 dni

Mój pierwszy eksperyment polegał na pełnym wycofaniu się z aktywności w mediach społecznościowych: oderwaniu się od Facebooka, Instagrama, Twittera, YouTube’a i LinkedIna przez 30 dni. Opierałam się, zanim do tego doszło – mój mózg protestował: „przecież muszę korzystać z Facebooka w pracy!”, co jedynie potwierdzało uzależniającą moc tej platformy.

Wylogowałam się ze wszystkich serwisów i wykasowałam aplikacje z telefonu. Następnie zablokowałam dostęp do stron społecznościowych w przeglądarce i telefonie, a także poprosiłam mojego partnera, żeby zainstalował na moim smartfonie mechanizmy kontroli rodzicielskiej w przeglądarce, ustawiając nieznane mi hasło. (Wolałam nie ryzykować).

Efekty: Kiedy zdecydowałam się „pójść na całość”, okazało się to łatwiejsze, niż myślałam. Odczułam ulgę, przebywając poza siecią i podejmując wreszcie decyzję, żeby to zrobić. Oto, czego się nauczyłam.

  • Pojawiło się kilka trudności technicznych: w szczególności Facebook jest powiązany z wieloma innymi aplikacjami, co spowodowało problemy w przypadku narzędzi, które wykorzystywały Facebooka do logowania. W przyszłości zamierzam korzystać wyłącznie z logowania opartego na adresie e‑mailowym (co również zapewnia lepsze zabezpieczenie).

  • Gwałtownie wzrosła liczba czytanych przeze mnie książek. W ciągu miesiąca przeczytałam więcej książek niż łącznie w ciągu poprzednich trzech miesięcy. Kiedy chciałam zrobić sobie przerwę, włączałam Kindle’a zamiast odwiedzać strony społecznościowe lub informacyjne.

  • Wcześniej zaskakująco często korzystałam z serwisów społecznościowych, aby wyszukiwać informacje i odkrywać nowe fakty – myśląc o kimś, z kim chciałam nawiązać kontakt, lub o projekcie, który chciałabym obserwować, zwykle dla wygody szybko wyszukiwałam informacje na ich temat na stronach społecznościowych. Odcięcie dostępu powodowało krótkotrwałe utrudnienia, ale ostatecznie nie opóźniało realizacji przeze mnie zadań. Pojawiło się napięcie pomiędzy potrzebą natychmiastowego dostępu a wyznaczaniem granic umożliwiających pogłębioną twórczą pracę, które okazało się dla mnie korzystne, choć było również irytujące.

Po zakończeniu eksperymentu ponownie pozwoliłam sobie na nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych i nadal śledziłam ich użycie za pomocą serwisu RescueTime. Dzięki świeżemu spojrzeniu po upływie miesiąca udało mi się jasno określić wyłaniający się schemat korzystania z różnych portali – zarówno pozytywny, jak i negatywny. Moim głównym ustaleniem były znaczne różnice pomiędzy sposobem wykorzystania różnych urządzeń: to nie laptop był głównym generatorem uzależniających zachowań: kiedy siedziałam przy biurku, pracując, faktycznie poświęcałam większość czasu na pracę. Największa odpowiedzialność za uzależniające zachowania spadała na mój telefon.

Co więcej, zachowania te były wyraźnie uwarunkowane czasowo. Pokusa korzystania z mediów społecznościowych ewidentnie wzrastała w pewnych porach dnia. Większość moich złych nawyków wiązała się z wieczornym zmęczeniem oraz porannym brakiem koncentracji i pragnieniem przewijania stron, kiedy tylko byłam zmęczona. Szybko stało się dość oczywiste, że zależało mi na porannej (ok. godz. 11) i popołudniowej (ok. godz. 15 lub 16) przerwie. Zdecydowanie najgorszą porą był późny wieczór, po kolacji, kiedy miałam poczucie, że mój mózg zmienia się w rozgotowaną papkę.

Blokując w pełni dostęp do mediów społecznościowych przez 30 dni, zauważyłam, o jakich porach pojawiało się zmęczenie i kiedy chciałam korzystać z platform, aby wyszukiwać informacje i faktycznie nawiązywać kontakty.

Eksperyment 2. Wyznaczanie codziennych blokad czasowych

Chciałam ustalić, czy potrafię ograniczyć (ale nie wyeliminować) korzystanie z mediów społecznościowych i uzyskiwać równie dobre wyniki. Kolejny eksperyment polegał na wprowadzeniu ograniczeń czasu spędzanego na stronach internetowych w porach zmęczenia, które określiłam w pierwszym eksperymencie.

Przez dwa tygodnie ograniczyłam dostęp do mediów społecznościowych w pewnych porach dnia, korzystając z aplikacji blokujących. Pozwoliłam sobie na dostęp do stron społecznościowych na komputerze wyłącznie po południu – nigdy rano czy wieczorem. Zablokowałam też wszystkie strony informacyjne oraz telewizyjne i zainstalowałam wtyczkę Newsfeed Eradicator for Facebook, która eliminowała wiadomości z mojej osi czasu.

Efekty: Uwolnienie poranków od mediów społecznościowych i informacyjnych okazało się radykalną zmianą. Udało mi się znacznie więcej osiągnąć w realizacji moich największych projektów dzięki zarezerwowaniu czasu na skoncentrowaną pracę i świadomości, że wyznaczyłam sobie przerwę w ciągu dnia.

  • Długofalowe efekty tej zmiany stały się widoczne już czwartego lub piątego dnia. Jeśli rano uległam impulsowi (tu coś szybko wyszukałam, tam kupiłam coś na Amazonie albo napisałam kilka e‑maili), trudniej mi było powrócić do skupionej pracy.

  • Rezerwując czas w ciągu dnia, kiedy koncentrowałam się na realizacji konkretnych projektów (posuwając do przodu jeden duży projekt przed godziną 11.00), znacząco poprawiłam swoją wydajność.

  • Pokusa była silna, lecz osłabła z czasem: dzięki przezwyciężeniu najsilniejszego pragnienia, aby rozpocząć dzień od serfowania po internecie, udało mi się znacznie lepiej skoncentrować i zachować jasność umysłu przez pozostałą część przedpołudnia.

Okazało się, że jest to dla mnie niezwykle skuteczna strategia. Zablokowanie internetu w określonych porach pomogło mi zwiększyć wydajność. Pojawiło się przy tym też odwrotne pytanie: a gdybym tak wyznaczyła specjalną porę na korzystanie z mediów społecznościowych zamiast blokować je w określonych godzinach?

Zwiększ swoją efektywność i odzyskaj czas dla siebie »

8 kroków do wyższej efektywności 

8 kroków do wyższej efektywności. Skup się na tym, co możesz zmienić (i zignoruj całą resztę)
Zewsząd atakują nas porady, jak pracować łatwiej, szybciej i skuteczniej, by osiągnąć pełnię swoich możliwości. Właśnie dlatego dzisiaj problemem nie jest już dotarcie do tych wskazówek, lecz… wybranie tych sprawdzonych, działających sposobów na zwiększenie swojej efektywności.
Ale jak to zrobić? Jakie techniki pozwolą Ci pracować skuteczniej i lepiej wypełniać wyznaczone cele? Jak zdobywać nowe, przydatne umiejętności, które w tym pomogą.

Eksperyment 3. Społecznościowa „godzina promocji”

Kolejny eksperyment, który przeprowadziłam, polegał na wyznaczeniu konkretnej godziny w moim dniu przeznaczonej na korzystanie z portali społecznościowych. Ustawiłam w kalendarzu zaproszenie na „godzinę promocji” pomiędzy 16 a 17, pod koniec dnia pracy, kiedy to mogłam nawiązywać kontakty, relaksować się, a także poznawać nowe osoby i pomysły po niemalże 12 godzinach pracy lub wykonywania obowiązków rodzicielskich.

Efekty: Wyznaczenie wolnej od stresu godziny, podczas której wiedziałam, że mogę „zanurzyć się w mediach społecznościowych i przeglądaniu internetu”, pomogło mi przezwyciężyć tę pokusę w pozostałych porach dnia. Łatwiej mi było zastąpić zły nawyk lepszym niż koncentrować całą energię na eliminowaniu złego nawyku.

  • Co zaskakujące, konsolidacja czasu poświęconego na media społecznościowe do jednej godziny sprawiła, że straciły one na swojej atrakcyjności. Zauważyłam, że przerywałam przeglądanie po 20–30 minutach. Tylko tyle potrafię czytać i komentować w skupieniu.

  • Znacznie skuteczniej odpowiadałam na wszystkie kierowane do mnie prośby – zamiast, jak wcześniej, pozwalać, aby rozmowy sączyły się powoli przez cały dzień – zaczęłam się sprężać, otwierałam nowe okienko w przeglądarce dla każdej istotnej kwestii lub prośby i szybko załatwiałam sprawę.

  • Znacząco zmniejszyła się liczba tworzonych przeze mnie treści w mediach społecznościowych. Zamiast tego zaczęłam zawczasu planować aktualizacje mojego statusu oraz elementów, które chciałam udostępniać w notatniku Evernote. Dwunastogodzinny okres karencji pomiędzy stworzeniem treści a naciśnięciem przycisku „opublikuj” dawał mi szansę na zastanowienie się, czy natychmiastowa publikacja była konieczna.

Najważniejsze kwestie, które sobie uświadomiłam, to: (1) ciągnące się przez cały dzień korzystanie z mediów społecznościowych pozbawia mnie energii i koncentracji, które mogę poświęcić na pisanie i inną pracę oraz (2) naciśnięcie przycisku „opublikuj” w celu aktualizacji statusu ma w sobie coś podstępnie satysfakcjonującego, a za każdym razem, kiedy to robię, dostaję zastrzyk dopaminy, która zwiększa moją satysfakcję i reaktywność. Jednak trzeba też pamiętać, że każdy, nawet niewielki wpis wysysa z nas energię.

Eksperyment 4. 24 godziny dla przerwania cyklu

Jedną z moich ulubionych metod resetowania mózgu jest spędzanie pełnego dnia bez telefonu lub laptopa podczas weekendu – pomysł, który zawdzięczam koncepcji „technologicznego szabasu” zaproponowanej przez Tiffany Shlain. W czasach, kiedy trenowałam triatlon oraz pływanie w otwartych akwenach, soboty spędzałam głównie na świeżym powietrzu. W takich warunkach trudno przegląda się internet. Dlatego też od północy w piątek do 15.00 w sobotę zablokowałam internet na wszystkich urządzeniach.

Efekty: Niezwykle pomaga, kiedy ma się coś do zrobienia – pójście na spacer, na plażę, spotkanie z przyjaciółmi na kawę.

  • Najtrudniejszą rzeczą jest przekroczenie progu domu bez telefonu. W tym punkcie zaczyna się właśnie wolność. Najlepszym sposobem na zablokowanie internetu jest fizyczne pozostawienie urządzeń gdzie indziej.

  • W dni, kiedy pracuję w domu, ustawiam aplikację w trybie weekendowym „bez mediów społecznościowych lub e‑maili” do godz. 15.00 w sobotę. Poranki mogę wtedy spędzać leniwie i powoli. Nie jestem lekarką, nie pracuję w służbach ratunkowych i możemy świetnie sobie poradzić w ciągu dnia, jeśli nie będę siedzieć nad e‑mailami o 6 rano w sobotę. Kiedy mija 13.00, zwykle jestem tak zajęta jakąś inną czynnością, że nawet nie zauważam upływu czasu.

  • Przekonałam się, że muszę elastycznie podchodzić do tego eksperymentu. W dniach, w których mija termin napisania artykułu lub kiedy chcę pracować przez kilka godzin w ciągu weekendu, wyznaczam sobie parametry określające, jak i kiedy mogę korzystać z internetu, aby wykonać to, co mam do zrobienia.

Dziś nawet mając na głowie dzieci (i nie startując w triatlonach), nadal zauważam wpływ robienia sobie wolnego w sobotę, aby przełamać schemat przebywania w sieci. Dzień wolny od internetu to świetny sposób na zmianę nawyków, jeśli zauważysz (tak, jak ja to zrobiłam), że do piątku stopniowo spada ci wydajność.

Przejście od odejmowania do dodawania

Ogólnie rzecz biorąc, moje pierwsze eksperymenty polegały na kontroli i eliminacji. Czasami zamiast koncentrować się na ograniczeniach i sile woli lepiej jest jednak skoncentrować się na czymś, czego chcemy robić więcej: więcej czytać, więcej czasu przebywać z rodziną, mieć więcej przestrzeni na rozmyślania. Jednym z powodów, dla których niezbyt dobrze sprawdzają się diety, jest to, że większość z nich koncentruje się na ograniczeniach, a nie na tym, co się wprowadza. Moje późniejsze eksperymenty otworzyły mi oczy na siłę dodawania: wcześniejszego zarezerwowania sobie czasu na aktywność społecznościową lub spędzania sobót na świeżym powietrzu.

Dziś korzystam z aplikacji do blokowania stron społecznościowych i informacyjnych prawie każdego dnia rano. Wykasowałam Facebooka i e‑maile z telefonu i ręcznie je ponownie instaluję pomiędzy 16.00 a 17.00, a następnie znów je kasuję (tak, codziennie). Robię sobie regularnie całodobowe przerwy. Monitoruję korzystanie z internetu za pomocą serwisu, który wysyła mi ostrzeżenie, kiedy poświęcam na „rozproszenia” więcej niż 45 minut dziennie.

Świadome korzystanie z mediów społecznościowych

Wiele osób pragnie ograniczyć konsumpcję mediów społecznościowych, ale pomija istotny element tej układanki: szukamy czegoś, na czym nam zależy, i uważamy, że media społecznościowe zapewnią nam szybką odpowiedź. Moje eksperymenty pomogły mi zrozumieć, że w mediach społecznościowych zależy mi na głębszych kontaktach ze znajomymi, dostępie do nowych pomysłów i informacji oraz na możliwości oderwania się i zrelaksowania po ciężkim dniu pracy. Każdy z tych elementów można zaspokoić w inny sposób i bardziej efektywnie. Podobnie jak w przypadku wielu innych narzędzi – nie chodzi o stosowanie metod typu „wszystko albo nic” ani podejścia „dobre albo złe”. W przyszłości zamierzam prowadzić kolejne eksperymenty. Sam fakt dostępu do aplikacji nie oznacza, że nasze obecne zachowania stanowią najlepszy sposób na korzystanie z nich i osiąganie tego, na czym nam zależy. Ograniczając dostęp do mediów społecznościowych, przerwałam nawykowe działania, co umożliwiło mi nawiązanie kontaktu z większą liczbą znajomych, lekturę większej liczby książek oraz zagłębienie się w pracę, która ma znaczenie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak wykorzystać potencjał social mediów? »

Dziękujemy, że jesteś z nami! Cieszymy się, że interesują cię treści dostarczane przez „Harvard Business Review Polska”. Każdego dnia dajemy ci sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Nie chcesz przegapić żadnej praktycznej wskazówki? Zapisz się na nasz newsletter! Sprawdź hbrp.pl/newsletter.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Cieszymy się, że jako zalogowany użytkownik sięgasz po praktyczne treści dostarczane przez „Harvard Business Review Polska”. Każdego dnia staramy się wyposażać cię w sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Zostań prenumeratorem HBRP i ciesz się wiedzą bez ograniczeń. Sprawdź na hbrp.pl/prenumerata.

Dziękujemy, że jesteś z nami! Jako prenumerator „Harvard Business Review Polska” wiesz, że każdego dnia wyposażamy cię w sprawdzone rozwiązania problemów biznesowych. Nie chcesz przegapić żadnej praktycznej wskazówki? Zapisz się na nasz newsletter! Więcej na hbrp.pl/newsletter.

Advertisement

Powiązane artykuły


Bądź na bieżąco


Najpopularniejsze tematy