X
Następny artykuł dla Ciebie
Wyświetl >>

Brexit: czy politycy kontrolują jeszcze sytuację?

Walter Frisk  · 5 min

Brexit: czy politycy kontrolują jeszcze sytuację?

Wieści o tym, że Brytyjczycy zdecydowali się opuścić Unię Europejską, wstrząsnęły w piątek rynkami finansowymi , sygnalizując potencjalne rozpoczęcie wieloletniego okresu niepewności gospodarczej w Europie. Jak mogą na to zareagować decydenci polityczni? Zadałem to pytanie Adamowi Posenowi, prezesowi Peterson Institute for International Economics. Adam Posen był wcześniej nominowanym przez Kanclerza Skarbu zewnętrznym członkiem Komisji Polityki Monetarnej Banku Anglii, instytucji decydującej o stopach procentowych w Wielkiej Brytanii.

W jakim stopniu decydenci polityczni kontrolują skutki ekonomiczne tego, co się stało – w krótkim i średnim okresie?

Mają pewną kontrolę w średnim okresie, w krótkim i długim natomiast niewielką. Krótkoterminowo recesji w Wielkiej Brytanii nie da się uniknąć. Wzrost dolara i jena oraz spadek funta i euro są już w zasadzie przesądzone. W zasadzie przesądzone jest też spowolnienie wzrostu w Europie i w mniejszym stopniu w Stanach Zjednoczonych. To wszystko rzeczy, których nie da się teraz zmienić. A ich skutki będą się rozgrywać w ciągu kolejnych, powiedzmy, sześciu miesięcy.

Średnioterminowo, czyli od sześciu miesięcy do dwóch lat, nowy rząd brytyjski oraz unijni przedstawiciele – ktokolwiek będzie negocjował z rządem – będą mieli dużo przestrzeni, aby poprawić sytuację. Mogą zdecydować, ile będą trwały dyskusje na temat relacji Wielkiej Brytanii z UE. Mogą zdecydować, na ile będą one konfliktowe – przynajmniej na arenie publicznej. Mogą zdecydować, jak szybko zakreślą granice tej dyskusji. A potem oczywiście jest kwestia konkretnych warunków określających, w jakim stopniu unijni pracownicy – szczególnie tych parę milionów już żyjących w Wielkiej Brytanii – będą mieli dalszy dostęp do pracy w Zjednoczonym Królestwie, możliwość przyjazdu i wyjazdu oraz na ile brytyjskie towary i usługi będą miały dostęp do rynku w Europie i poza nią.

Ale na dłuższą metę to bardzo poważna sprawa. Zmienia równowagę polityczną w Europie, równowagę polityczną w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, równowagę polityczną wokół regulacji rozmaitych branż oraz handlu. Doda to również skrzydeł niektórym prawicowym ugrupowaniom przeciwnym integracji europejskiej oraz imigrantom w całej Europie. W Wielkiej Brytanii uruchomi siły, które dążą do rozpadu Zjednoczonego Królestwa. Uruchomi to więc wiele długoterminowych zagadnień konstytucyjnych, których zrównoważenie będzie wymagało dużo pracy.

Bank Anglii zasadniczo ogłosił: „Przygotowaliśmy się na taką ewentualność” i mamy 250 miliardów funtów na ochronę banków. Jakie to ma znaczenie?

Istotne jest to, co jest zawarte w tym oświadczeniu, a czego w nim nie ma. Oświadczenie Banku Anglii było bardzo przydatne i stwierdzało dwie rzeczy – po pierwsze, że system bankowy w Wielkiej Brytanii jest znacznie silniejszy niż w 2008 roku. Jest lepiej monitorowany, ma więcej kapitału, jest w mniejszym stopniu lewarowany, a, co za tym idzie, ryzyko, jakie przynosi mu taki szok, jest znacznie mniejsze, co powinno uspokoić społeczeństwo.

Drugą rzeczą, o której mowa w oświadczeniu, to wspomniane 250 miliardów funtów. Środki te stały w gotowości, zapewniając ogromną płynność, czyli mnóstwo dostępnej gotówki, na wypadek gdyby mnóstwo ludzi chciało wymienić funty na euro lub dolary lub wyjąć pieniądze z banków brytyjskich i zainwestować je gdzie indziej. Tak jak w każdej sytuacji, kiedy pojawia się obawa paniki lub szturmu na banki, zapewnia się o ogromnych zasobach dostępnej gotówki. Najwyraźniej to zadziałało. Nie wydaje się, abyśmy mieli obecnie do czynienia z paniką, mimo dużych wahań kursów na rynkach finansowych.

A zatem Bank Anglii dobrze się przygotował, choć ważne jest również to, czego nie powiedział. Bardzo wyraźnie powiedział, że odpowiednio zareaguje, ale nie powiedział w żaden sposób, jaka to będzie reakcja. Podniesienie stóp procentowych, dalsze poluzowanie polityki pieniężnej – wypowiedzi co do kierunku lub charakteru reakcji pieniężnej były wymijające. Bo będzie to częściowo uzależnione od ewolucji stóp procentowych oraz stopy inflacji. Bank nie chciał teraz podejmować żadnych konkretnych zobowiązań.

Jakie inne narzędzia mają do dyspozycji decydenci polityczni, aby ograniczyć szkody?

Strefa euro jest już gotowa zaopiekować się słabszymi gospodarkami na południu Europy. W przypadku gdyby Brexit miał pośrednio na nie wpływ, wymagane będzie zapewne szersze zastosowanie bodźca monetarnego, być może jakiegoś bodźca fiskalnego, ale da się nad tym zapanować. W średnim terminie od sześciu miesięcy do dwóch lat – kiedy będą trwały te wszystkie negocjacje – Wielka Brytania będzie nadal miała przestrzeń do złagodzenia wspomnianych skutków lub zarządzania nimi przez brytyjskich decydentów, ale będzie to znacznie trudniejsze. Zapewne będzie im trudno podejmować jakiekolwiek aktywne działania w zakresie polityki fiskalnej, biorąc pod uwagę niepewność sytuacji. Stopy procentowe Banku Anglii – podobnie jak pozostałych głównych banków centralnych – znajdują się na poziomie nieco wyższym od zera, więc nie ma zbyt dużo przestrzeni na cięcia. Możliwe jest dalsze poluzowanie polityki pieniężnej, ale wymagałoby to znacznych wysiłków, aby przeciwdziałać recesji. Jednocześnie zapewne wzrośnie w Wielkiej Brytanii inflacja ze względu na niepewność oraz, co ważniejsze, spadek wartości funta. To ogranicza pole do manewru, jakie ma Bank Anglii.

Przed referendum George Osborne, kanclerz skarbu brytyjskiego, mówił, że jego reakcją na głosowanie będzie podniesienie podatków oraz cięcia w wydatkach, mające zrównoważyć budżet. Na ile mądra jest taka reakcja oszczędnościowa?

Uważam, że nie należy teraz z własnej woli jeszcze bardziej zaciskać pasa. Zapewne nastąpi znaczny spadek inwestycji, w większości w sektorach korporacyjnym i mieszkaniowym. Słabszy funt tylko częściowo to zrekompensuje. Zaostrzanie środków oszczędnościowych byłoby wielkim błędem. Może się zdarzyć, że rynki ograniczą dalszy bodziec fiskalny ze strony Wielkiej Brytanii, ale obecnie oprocentowanie rządowych obligacji brytyjskich pozostaje na bardzo niskim poziomie i byłoby głupotą z tego nie korzystać.

A co z Europą? Czy europejscy decydenci polityczni mogą zrobić coś więcej, jeśli pominiemy możliwości działania Europejskiego Banku Centralnego?

Jak rozumiem, chodzi panu o wspólne działania krajów europejskich mające na celu wzmocnienie europejskiego modelu oraz europejskich gospodarek. Moim zdaniem to obszar, na którym należy koncentrować wysiłki. Tradycyjnie uważa się, że Europa dąży do większej integracji w obliczu kryzysu i stara się budować nowe instytucje. Może to jednak być ryzykowne, jeśli weźmie się pod uwagę charakter obecnego kryzysu oraz rozkwit ugrupowań natywistycznych i antyeuropejskich, takich jak Front Narodowy, w rozmaitych krajach.

Z drugiej strony przywódcy europejscy mogą osiągnąć coś pozytywnego, jeśli uda się im zaproponować praktyczne rozwiązania, które będą sprawiać wrażenie czegoś więcej niż tylko technokratycznych regulacji, które jednocześnie nie będą na tyle groźne, aby wymagać referendum. Byłoby czymś wielkim, gdyby udało się doprowadzić do końca unifikację systemów bankowych oraz rynków kapitałowych, szczególnie teraz, kiedy Brytyjczycy wypadli na aut. Kolejną kwestią byłoby zainwestowanie unijnych pieniędzy w ochronę wspólnych granic, aby zapewnić kontrolę przypływu imigrantów spoza UE. Biorąc pod uwagę obecny kontekst, zyskałoby to zapewne popularność polityczną. A zatem istnieją rzeczy, które może zrobić Europa, ale wymagają one zarówno politycznej rozwagi, jak i przywództwa.

A jakiej reakcji można się spodziewać ze strony Stanów Zjednoczonych, zarówno jeśli chodzi o podniesienie (lub potencjalnie obniżenie) przez Fed stóp procentowych, jak i, co mniej prawdopodobne, działań w sferze polityki fiskalnej?

Stany Zjednoczone zapewne nie muszą aż tak się angażować. Można się spodziewać, że gospodarka tego kraju doświadczy pewnego spowolnienia ze względu na silnego dolara oraz w drobnym stopniu ze względu na bezpośredni wpływ spowolnienia w Wielkiej Brytanii. Ale najprawdopodobniej będzie to oznaczać ćwierć procenta PKB lub nawet mniej w ciągu kolejnych sześciu do dwunastu miesięcy. To nie jest błaha rzecz i nie da się tego łatwo wyregulować. Gdyby Fed odwrócił kurs polityki monetarnej i zaczął ją obecnie luzować, mogłoby to całkowicie wystraszyć ludzi, każąc im wierzyć, że sytuacja jest gorsza, niż jest w istocie. Dlatego musi postępować w tej kwestii dość ostrożnie. Jeśli sytuacja się naprawdę pogorszy, nie powinien się wahać, ale wiąże się z tym pewne ryzyko.

To jeszcze bardziej oddala prawdopodobieństwo podniesienia stóp przez Fed, przynajmniej do jesieni. Fed zapewne obniży oprocentowanie papierów federalnych, ponieważ inwestorzy rezygnują z zaangażowania w Wielkiej Brytanii i (w mniejszym stopniu) w Europie i chcą ulokować środki w jakimś bezpiecznym miejscu, czyli w Stanach Zjednoczonych. Uważam, że doprowadzi to w efekcie do poluzowania warunków kredytowych, co częściowo zostanie zrekompensowane silnym dolarem, ale też napędzane przypływem pieniądza do Stanów Zjednoczonych i opóźnieniem zaostrzenia polityki przez Fed.

Czy dostrzega pan jakieś inne ryzyko lub działania, jakie należałoby podjąć?

Moim zdaniem należy obawiać się jednej rzeczy, na którą zwracałem uwagę jeszcze przed referendum: przy założeniu, że dojdzie do przynajmniej łagodnej recesji w Wielkiej Brytanii, nowemu rządowi brytyjskiemu będzie niezwykle trudno użyć znaczącego bodźca fiskalnego lub faktycznie zmienić sytuację w handlu i produkcji. Desperacko szuka się więc jakiegoś innego wyjścia: obawiam się, że doprowadzi to ostatecznie do równania w dół w obszarze regulacji finansowych i usłyszymy: „OK, musimy utrzymać obroty londyńskiego City, nie możemy pozwolić sobie na ich odejście, musimy zdobyć kawałek rynku, więc zaproponujmy bankom i firmom finansowym łagodniejsze traktowanie i mniej surowe regulacje, aby je tylko zatrzymać u siebie”.

To wydaje mi się bardziej prawdopodobne, bo nadchodzą ludzie zdecydowanie przeciwni regulacjom. Część ich argumentacji przeciwko UE bazowała na zarzucie mówiącym o narzuconym Wielkiej Brytanii nadmiernym regulacjom.

To przyniesie ogromne konsekwencje nie tylko dla Europy, lecz również Stanów Zjednoczonych. W 2008 roku zbyt pobłażliwy nadzór władz brytyjskich odpowiadał częściowo za niezwykle destruktywne skutki niektórych projektów finansowych AIG. Dlatego to również mnie niepokoi.

Powiązane artykuły


Bądź na bieżąco

Odblokuj wszystko!

Trzy tytuły – trzy perspektywy HBRP.pl, ICAN.pl, MITSMR.pl
31 szkoleń z certyfikatem online ICAN Business Advisor
Webinaria kryzysowe Wideo i LIVE

Najpopularniejsze tematy